poniedziałek, 17 listopada 2014

Czerwone wina w Lidlu na późną jesień 2014 r.

Dwadzieścia i dwa mgnienia czerwieni
Czerwone wina i w butelkach, i w dekanterach - temperatura pomieszczenia 18 st. C
Jeśli dziś jest 17 listopada, to do sklepów Lidla zawitała nowa oferta win francuskich. O winach białych (wytrawnych i słodkich, musujących i spokojnych) już pisałem kilka dni temu, dziś czas na czerwień. Olbrzymią większość oferty stanowią - tak już ma żółto-niebieski dyskont - wina bordoskie. Ale wśród 22 butelek są też pojedyncze okazy z Burgundii, Doliny Rodanu i Fitou.
 
Beaujolais Villages La Nanidiere 2013 (17,99 zł)

Beaujolais Villages La Nanidiere 2013 (17,99 zł) wydało mi się w aromacie troszkę łodygowo-kredowe, jakby zielone, młodziutkie, wątłe. W smaku - a raczej jego finiszu pojawia się kwasowość, ale przykryta szypułkowością. Może i dobre, by spróbować Beaujolais innego niż Nouveau (to już w ten czwartek), w sumie 18 zł nie szkoda (choć F'Oz z Biedronki też jest w tej cenie i na tym tle wymiata). Z dwóch rodańczyków - Les Hautes Roches 2013 (17,99 zł) i Plan de Dieu 2012 (19,99 zł) stawiam na etykietkę o dwa złote droższą.

Les Hautes Roches 2013 Cotes du Rhone (17,99 zł)

Les Hautes Roches to wino mocno wiśniowe, nieco kompotowe (w smaku wyraźna słodyczka), z kredowymi posmakami. Struktura niezbyt potężna, wątła bym nawet powiedział. Pod koniec podniebienia dziwnie mi się to wino łamało.

Plan de Dieu 2012 Cotes du Rhone (19,99 zł)

Plan de Dieu 2012 to na tym tle "potężne" wino - czuć tu więcej ciała, struktura piękna - akuratna. Wszystko, czego oczekujemy po winie za 20 zł! W aromacie też jest ładne - jest pewna głębia, czarna porzeczka i echo śliwek. To wino, o ile mnie pamięć nie myli, w Lidlu już było i dość szybko zniknęło. I tak będzie chyba tym razem.


Reserve de Fonsalis 2011 Fitou (19,99 zł)

Reserve de Fonsalis 2011 Fitou (19,99 zł) mnie nie zachwyciło. Pewnie dlatego, że w aromacie ma coś podobnego do nut tańszych win - pewną zapachową płaską unitarność, która po chwili znika (albo się do niej przyzwyczajam). Taka czerwona porzeczka i zleżała, posypana cukrem wiśnia. W smaku mocny, alkoholowy kwas.


Domaine de Roudene Les Pays 2012 Fitou (21,99 zł) 


Drugi południowiec - Domaine de Roudene Les Pys 2012 Fitou (21,99 zł) - jest nieco lepszy. Ma paprykowe aromaty, łodygowe, trochę drewnianej kredki. Problem taki, że w smaku zielony, ostry, kwaśny, a nie kwasowy. Napowietrzany łagodnieje, traci pazur - choć zostaje kwasowość i mocna tanina. Lepsze od Fonsalisa, choć finezją nie powala.

Château Couat 2012 Bordeaux (17,99 zł)
Najtańszy z bordoszczaków - Château Couat 2012 (17,99 zł) lekki, rabarbarowo-tatarakowy winiacz ziem bagiennych (nalany z butelki). Z dekantera już gładszy. Tyle co do aromatów, bo w smaku już ładny - gładka, drobna tanina, kwasu (po karafce) stosunkowo niewiele. Jedno z win, co to je lepiej pić, niż bukiet tropić.

Château Chauvet 2011 (19,99 zł)

Château Chauvet 2011, wino o dwa złote droższe, atakuje w smaku taniną. Suchą. I jeszcze, pomimo karafki, sporą dawką zieleniny. Trzeba czekać, i czekać. Dopiero po dwóch godzinach staje się znośniejszy. Jakby źrebak się zmęczył. Wówczas staje się pełniejszy. Tylko kto będzie godzinami dekantował wino za dwie dychy?



Château Jeanguillon 2011 Bordeaux Superieur (24,99 zł)

Château Jeanguillon w pierwszym uderzeniu sprawia wrażenie słodkiego, ale coś tu stłumionego jest, gumą jakby, może zbyt agresywną beczką? Ale tanina okrągła po karafce, w smaku jednak wciąż pozostaje ta słodka, tania nuta. 


Château Le Peyrat 2011 Castillon Côtes de Bordeaux (24,99 zł)

Château Le Peyrat - następne wino w smaku łodygowo-kwasowe. Ta krzaczastość jest szczególnie widoczna w końcówce finiszu. Ale jest tu pewna doza mineralności, a w aromacie coś na kształt medokańskich bandaży. Finisz długi i mega taniczny (o ile przymkniemy oko na łodyżki). Wiem, że te dwa wina to okazy za 25 zł bez grosza, ale lepiej dołożyć do dobrego wina.


Château Perey Chevreuil 2011 Saint-Emilion (39,99 zł)

Dołożenie 15 złotych wznosi nas na inne rejestry - bo już Château Perey Chevreuil 2011 z Saint-Emilion (39,99 zł) to już lepsze wino, z beczuszką, ale delikatną, średnio taniczne. Aromaty zabierają nas w krainę czerwonych, nieco lukrecjowych owoców. Taniny średnie, jak na 40 zł nie ma szału, ale zapewniam, że wstydu też nie ma!


Château Canteloup 2012 Medoc (29,99 zł)

Niecałe 30 zł i Château Canteloup 2012 Medoc. W nosie prosty owoc, bez przeładowania, z łodyżką i słodyczą w smaku. I szczątkową gumiastością. Ale po karafce łagodnieje. Warto!

Château Lesparre 2011 Graves de Vayres (39,99 zł)

Château Lesparre 2011 Graves de Vayres (39,99 zł) - w aromacie ładna zapowiedź wina: głębia, bandaże z podbudową owocową. W smaku pełny, aksamitny. Nie jest źle. Na mocną winiaczową czwórkę.

Château Grand Clapeau Olivier 2011 Haut-Medoc (34,99 zł)

Château Grand Clapeau Olivier 2011 Haut-Medoc za 34,99 zł. Ewa Wieleżyńska z Magazynu Wino uważa to wino za potworka, a Nasz Świat Win wprost przeciwnie. A ja? Uważam, że to bardzo fajna butla! Jak najbardziej warta 35 zł. W notatkach na świeżo z degustacji wydało mi się złożone, owszem, lekko przykryte dżemistością, ale przyjemną. Atakujące nos aromatami wiśni i jeżyny, czarnej porzeczki, nutą kakao, skóry; dotykające tył języka ładną, nieagresywną kwasowością.
 

Vieux Château Palon 2011 Montagne Saint-Émilion (69,90 zł)

Vieux Château Palon 2011 Montagne Saint-Émilion (69,90 zł) to już mocna rzecz. I cenowo, i smakowo. Serce oczywiście by chciało, aby to wino kosztowało o jakieś 25 zł mniej. Ale jest i tak dobre! W nosie zaznacza się czarną porzeczką i czekoladą, apteczką lekką także. W smaku jest dyskretne i eleganckie - ma ładną, sporą kwasowość, i drobniutką taninę. Mocna pozycja na Winiaczową piątkę.

Château La Rose Perriere 2010 Lussac Saint-Émilion (49,99 zł)

Château La Rose Perriere 2010 Lussac Saint-Émilion za 49,99 zł to przyjemna owocowa bombeczka. Jest i truskawka, i malina. Ma w finiszu śliwkowe posmaki konfiturek, takich od kochanej babci, które nie zostały całkiem przesłodzone, tylko mają ten przyjemny kwasek! Nawet ta zielona łodyżka, która się pojawia gdzieś w finiszu nie zgrzyta w doznaniach smakowych. Polecam!
 

Château Gaumaran 2010 Medoc (29,99 zł)

Château Gaumaran 2010, choć tanie, bo niespełna 30 zł, podczas degustacji wzbudziło we mnie mieszane odczucia. Z jednej strony wino tanie i dość dobre, z drugiej jednak, gdy spróbowałem się wgłębiać, odczułem brak pewnej głębi. Aromat jakby trochę płytki, trochę jednostronny, smak zielony, szczypiący, struktura średnia. Jakby wino wołało: nie otwieraj!

Château du Carillon 2009 Fronsac (39,99 zł). Świetne!

Mają w tym Lidlu nosa do win z Fronsac - pochodzące z ziem na wschód od Saint-Emilion. Dominuje merlot, a wapienne gleby dają skoncetrowane wina, które były cenione za czasów muszkieterów, na dworze Richelieu i w Wersalu.
Szczęście także będzie miał ktoś, kto kupi Château du Carillon 2009 (39,99 zł). To wino jest cudne. Czarna bombowa porzeczka, z nutą czekolady, jeżyny, śliwy i lukrecji. Wspaniałe ułożenie i struktura. Nie ma tu przesadnej koncentracji, ale wszystko trzyma się pięknego szkieletu! Wino po dekantacji dostaje lekkości i ulotnosci. Ciało staje się leciutkie i eteryczne. W finiszu mamy ładną kwasowość prosta. Casus, kiedy przed ceną 39;99 zł możemy dodać prefiks "tylko" bez groźby Trybunału Stanu.
 
Château Colombier-Monpelou 2008 Pauillac (59,99 zł)

Słyszeliście kiedyś jak o winie mówi się "stajnia", "zwierzęce" itp.? To właśnie przymioty Château Colombier-Monpelou 2008. Za 59,99 zł mamy takiego stajennego zwierzaka, który nawet kąpany w karafce przez dwie godziny nie pozbywa się sierści. To dla wielu zaleta rasowych bordoszczaków. Jak niektóre gatunki sera: śmierdzi=świetny. Trzeba przyznać - po karafce jest w smaku gładki, skórzasty, z pięknym finiszem. Pozostaje mocarny. Kwasowość pozostawia pazur, który wbija się w podniebienie. Pamiętajmy, że w winach z Pauillac dominuje cabernet sauvignon, więc nic dziwnego, że to wino skrajnie inne niż poprzedni Carillon. Warto dla samej ciekawości. Jak ktoś lubi "męskie" wino, także polecam!


Château Andron Blanquet 2008 Saint-Estephe (59,90 zł)

Równie męskim winem jest Château Andron Blanquet  2008 Saint-Estephe  (59,90 zł). Poważne wino, w aromatach poza stajnią mięsno-bekonowe, skórzaste. W smaku agresywne - z żelazistym nieco garbnikiem, ma też w sobie coś z burgundzkiego ducha. Z karafki nie zachwyca. 


Vieux Château Bourgneuf 2007 Pomerol (99,00 zł)

Najdroższe z czerwonych - Vieux Château Bourgneuf 2007 Pomerol (99,00 zł) - powala gładkością i jedwabiem smaku. W aromacie bardzo skórzane, mięsne, a w smaku o taninach, które są wąziutkie, jak paski tej skóry z aromatu. Eleganckie mimo wszystko. Jedno z trzech-czterech najlepszych win. Szkoda, że za stówę.
 

Château Loirac „Cuvée Sélection” 2006 Medoc (27,99 zł)

Wino za 28 zł, które ma już 8 lat! Château Loirac „Cuvée Sélection” 2006 Medoc (27,99 zł) to takie wino troszkę "z cienia". Absolutnie żadnaj napastliwości, żadnego napuszenia, żadnego udawania. Piękna powściągliwa skóra w aromacie i wytrawna porzeczka. W smaku taniczne, kwasowe. Ziemiste.


Bombowe: Clos Jacquemeau Grand Cru 2004 Saint-Émilion (59,90 zł)

Jedna z bomb - Clos Jacquemeau Grand Cru 2004 Saint-Émilion za prawie 60 zł. Ale warto, choćby jedną butelkę, by sprawdzić jak pachnie i smakuje stare wino. Mętne i niefiltrowane, zawiera owoc, który zaczyna dopiero sublimować w ziemię. Wciąż jednak pozostaje owocem, z nutką skóry i pieprzu. W smaku delikates, o kwasowości doskonale zmieszanej z garbnikiem. Wszystko ładnie osadzone w sztywnym, acz opływowym, szkielecie. Sześć dych to sprawiedliwa cena!

piątek, 14 listopada 2014

Benanti - Wina z Etny od Krople Wina

Białe i czerwone słońce
z wulkanicznych stoków

Tak to zazwyczaj wygląda z pierwszoosobowej perspektywy!

W Warszawie lało jak z cebra, było chłodno i w ogóle absolutnie listopadowo nieprzyjemnie, gdy wydarzyła się ta gorąca chwila - degustacja win ze stoków Etny, produkcji renomowanego producenta z Sycylii - Benanti. Zapraszał niezwykle wesoły (i wysoki!) Piotr Chełchowski z firmy Krople Wina, importującej wina z centralnych i południowych Włoch.

Etna - mruczący wulkan, we wnętrzu którego (według mitów greckich pracuje Hefajstos) to siedlisko dla winorośli wspaniałe. Sprzyja temu wulkaniczna gleba, położenie geograficzne i mikroklimat. Winnice otaczają wulkan z trzech stron - na kształt odwróconego "C" - z północy, wschodu i południa. W tych miejscach Benanti, który na Sycylii obecny jest od I połowy XVIII wieku, ma swoje winnice.

Krzewy winorośli - jak opowiadał Agatino Maurizio Failla, dyrektor exportu w Benanti, mają podstawki, więc i korzenie ciągnące sok do gron, europejskie, a nie amerykańskie (jak te z czasów po spustoszeniach filoksery), a więc mamy okazję pić wino rdzennie sycylijskie. Kiście są zbierane ręcznie, a parcele położone na wysokości od 450 do 1000 m n.p.m.

Etna DOC Bianco di Caselle 2012 (69 zł w detalu)

Na pierwszy rzut spróbowaliśmy surowego Etna DOC Bianco di Caselle 2012 (69 zł w detalu). Szczep carricante, leżakowało 3 miesiące w butelce, a do produkcji używano tylko stali. Wino pięknie mineralne i lekko kwasowe, słone, w nosie czujemy prażone orzechy i migdały. W smaku też jest troszeczkę słoności, a ciało jest o pięknej strukturze. Ile powstaje butelek rocznie? Różnie, czasem nawet 40 tysięcy, ale konkretna liczba zależy od jakości wina w danym roczniku. Pyszne wino do zastosowań gastronomicznych - lekkiego drobiu, ryby, ale solo także jak najbardziej.


Pietra Marina 2009 Bianco Superiore (170 zł)

Zupełnie inny poziom to Pietra Marina Etna DOC 2009 Bianco Superiore (170 zł). Tu już nie ma lekkich żartów. To wielka klasa! Wino fermentowane w stalowych zbiornikach (stal od Hefajstosa?), dojrzewające rok na osadzie, potem czekające rok w butelce. W aromacie bardzo, ale to bardzo mineralne, troszkę przymknięte, ale potem ujawniające niczym riesling, naftową nutkę. Jest tu coś z ducha bogatego sancerre, ale to czuć jeszcze młodość, rześkość! W smaku wspaniale kwasowe i słone. Mocne w finiszu i zachwycająco przeraźliwie długie.

Nerello cappuccio 2010

Czerwone jednoszczepowe Nerello Cappuccio 2010 to wino z pogranicza owocowo-kwiatowego. W pierwszym skojarzeniu aromatu przyszły mi na myśl owoc i nagietki, w smaku zielona gałązka, twarda łodyga. I do tego mocny, wyraźny alkohol na kształt politurki. Kwasowe dość mocno. Do mortadeli. Ale prostota i rustykalność niech nikogo nie zmylą - bo po chwili napowietrzania robi się bardziej cywilizowane, marcepanowe. Cena dość wysoka - 110 zł, ale warto.

Nerello mascalese 2009 - 110 zł

Nerello mascalese 2009 wydało mi się bardziej wątłe, acz bardziej jedwabiste. Nieco po węgiersku "pinotowate" (choć Włosi, szczególnie ponoć ci z Sycylii nie znoszą porównań). Ale nie ma tu absolutnie nic z burgunda ziem zimnych. No, chyba, żeby zaliczyć tu pochodzenie z północnych stoków. Tu przez mocną czerwoną porzeczkę przebija się wyraźnie słońce (14 proc.). Taniny są niezbyt agresywne, maleńkie. Świetne wino do starzenia!

Rosso do verzella 2012

Rosso di Verzella 2012 (80 proc. nerello mascalese i 20 proc. nerello cappuccio) dojrzewało 10 miesięcy w beczce. W aromacie wspaniała miękkość i gładkość. Jest nieco ziołowości, śliweczki i ziemi. W smaku wyraźna, acz lekka struktura i wybitna elegancja. Taniny drobne, długie w finiszu.

Etna DOC Rosso Rovitello 2010

Z tych samych szczepów jest Etna DOC Rosso Rovitello 2010 - ale tu już są tylko ok. 80-letnie krzewy. Wino kosztuje 170 zł i tę jakość można poczuć i posmakować. To piękny koncentrat ładny mineralno-owocowy, ziemisty. Całość jest świetna. W nosie jest dżemista czarna porzeczka, ale także śliweczka. Grona rosły na północnej stronie - stąd obecna tu słoność i mineralność. Są też nutki lukrecjowe, ale wycofane. Całość jedwabista, garbnik się tak pięknie wtapia w podniebienie - na miękko zupełnie!

Serra della contessa 2008

Na koniec czerwonych spróbowałem wielkie ciemne wino - Serra della Contessa 2008. Kosztuje aż 180 zł, ale jest za to pełne koncentratu, jest jakby likierowe. W nosie czuć niezwykłość - starą ziemię, która wydała wysublimowane owoce. One tu są. A poza nimi jest piękna równowaga ziemistości i dżemistości.

Il Musico - biała słodycz w małej butelce za 65 zł

Degustację zakończył unikatowy biały słodki akcent - Il musico 2009 (65 zł za butelkę 0,375 l). Pięknie morelkowe moscato. Unikatowe, bo to ostatni rocznikm jakie wypuścił na rynek producent. Trochę w bukiecie czuć nutkę jabłuszka z miętą. Ale to fajne wino, cudownie owocowe. Dowód na to, że słońce z Sycylii może mieć nie tylko czerwony, ale i złoty kolor!


Degustowałem na zaproszenie importera

środa, 12 listopada 2014

Musiak z drobnymi bąbelkami z Francji, znaczy z Freshmarketu!

Veuve Clicquot Ponsardin

Pomarańczowa etykietka - jedyna taka na świecie

Półka - na wysokości głowy
Gdzie i czemu tak drogo - Freshmarket i 169,99 zł (próbka importera)

Do Ideału? - Już ciut, ciut!!

Niedawno Freshmarket wprowadził na swoje półki - wysokie co prawda, i strzeżone przez sprzedawców - szampana i to nie byle jakiego. To niemal symbol - Veuve Clicquot Ponsardin! Nie jest to może wino osiągające te ceny, co Bollinger, Cristal Roederer, czy Krug, ale jeden z najbardziej znanych szampanów na świecie!

Historia sięga XVIII wieku - Bankier i tekstylny kupiec Philippe Clicquot w 1772 r. zaczął działać w branży winnej w Reims, a w 1805 r. interes przejęła wdowa - Barbe Nicole Ponsardin. To jej wizerunek jest na kapslu dociskającym korek (fr. plaque de muselet). Ciekawe, że to wizerunek dojrzałej matrony, w wieku wręcz post-balzakowskim, choć przejmując biznes w 1805 r. miała lat... 27! Ale z drugiej strony to za jej rządów interes tak rozkwitł.

Miała nosa do interesów i wiedziała, że Wschód to dobry kierunek. Jej szampany robiły karierę w carskiej Rosji. Winem zachwycali się i car, i bywalcy Petersburga - Puszkin i inni członkowie rosyjskiej socjety. Zresztą, o różnych historiach można poczytać na niezwykle wysmakowanej stronie www producenta.

A teraz szampany z pomarańczową etykietką, zastrzeżoną już w 1877 roku, zawitały na półki Freshmarketu. Gdy dostałem od Freshmarketu butelkę i opublikowałem na FB zdjęcie, podniosły się głosy: "a jaki jest sens w takim sklepie?", a "jaki będzie wolumen sprzedaży?". Cóż, w stolicy akurat Freshmarkety są w dość dobrych sprzedażowo miejscach - jak choćby korporacyjne biurowce w Śródmieściu (fot. poniżej), czy w Miasteczku Wilanów.


Frashmarket w "korporacyjnym" biurowcu w stolicy

Może więc nie tylko dwór carów czy Elżbiety II może kupować szampana z pomarańczową etykietą, ale i pracownik korporacji tudzież z owej korporacji wracający mieszkaniec hipsterskiego osiedla? Co taki amator znajdzie w kielichu? Wino o delikatnym słomkowym kolorze. Drobniusieńkie bąbelki - zupełne przeciwieństwo alzackich cremantów.

Na początku bąble są nieco większe, ale gdy opada piana - zostają te najmniejsze, tańcząc odrywają się od dna. W nosie czujemy średnio intensywne cytrusy, trochę kwaśnych jabłek, troszkę orzechów... Kwasowość najpierw średnia, potem rosnąca, lekka. W finiszu przechodząca w pewien rodzaj goryczki. Całość rześka i wspaniała!


Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

wtorek, 11 listopada 2014

Biała oferta Lidla na późną jesień 2014 r.

Listopad pod znakiem wielkich bąbli
i słodyczy z renomą

Cremant d'Alsace biały Weiber - wielkie bąble!

Prężne wprowadzanie win przez dyskont rodem z Portugalii (o czym pisałem ostatnio tu i ówdzie) musiało się skończyć kontratakiem sieci niemieckiej - Lidla. Tak mniej więcej za 6 dni od dziś Lidl wprowadzi nową, co do większości etykiet, ofertę win. Francuskich, a jakże. Miałem przyjemność uczestniczyć w degustacji 35 win. Dziś pora na biel i róż! Choć to mniejsza część oferty - bo róże są raptem trzy (jeden musujący), a bieli jest sześć (w tym jeden "musiak") oraz cztery białe wina słodkie - na koniec. Na deser!

Lidl ma ofertę bardziej "stromą" - nie ma widełek od 9,99 zł do 29,99 zł jak Biedronka. Będzie wino za 14,99 zł i za 149 zł. A pomiędzy nimi sporo takich, co do których sprawdza się prawidło - im droższe, tym lepsze.


Cremant d'Alzace brut rose - 29,99 zł

Gdybym miał dziś kupić za 29,99 zł cremanta, wybrałbym różowego. Różowy musiak - z tych drogich - wydał mi się lepszy, a z tych do 30 zł także! Bo biały musujący Weiber ma owszem, wielkie bąble, orzechowo-migdałowy aromat, ale goryczka - taka zbyt prosta - w nim przeważa. Różowe daje więcej spektrum, pełni, mniejszą goryczkę. Obydwa cremanty mają takie same wielkie bąble i taką sam cenę!


Château Les Girards (14,99 zł)

Kwestią nie tyle ceny, co smaku, jest alternatywa w przypadku bordoskiej bieli - Château Les Girards (14,99 zł) i Château Marjosse 2008 (24,99 zł). Pierwsze jest kamienno-stalowe. Proste, ziemisto-kredowe, orzeźwiające i nagietkowe stoi po przeciwnej stronie niż bogatsze, wylewne Marjosse. To drugie jest dla amatorów win kwasowych, mocno zbudowanych, otoczonych sporym kołnierzem smaku i armoatu. Girards to kamienny kwiat w stalowym płaszczu, może zimowy jeszcze, a Marjosse kwiat w środku wiosny! Skomplikowany, mocno łodygowy. 

Château Marjosse 2008 (24,99 zł)

Nie smakował mi Riesling Weiber 2013 (19,99 zł), bo zbyt prosty, bezfinezyjny jak na szczep o tysiącu kwaśnych twarzach. Zresztą, ostatnio byłem zbyt rozpieszczony finezyjnymi - a zarazem prostymi - etykietami. W Weiberze poza grejpfrutem może dopatrzyłem się lekkiego kakao. Ale nie mokrych otoczaków z Kamieńczyka.

Gewurztraminer Weiber (29,99 zł)

Za to finezji więcej ma - Lidl nie ma z tym kłopotu w przypadku akurat tego szczepu - Gewurztraminer Weiber 2012. W nosie klasyka gewurza : róża, liczi, kwiaty... Kwasowość niezbyt uderzająca, ale powiedziałbym, że w sam raz! Ja bym dał śmiało z pięć punktów w skali Winiacza!

Pinot Gris 2013 (24,99 zł)

Pinot Gris 2013 od tego samego producenta już aż tak wspaniały mi się nie wydał. Choć to i tak dobra propozycja jak na wino za 25 zł. W smaku ociupina słodyczy, lekka kwasowość, a struktura (szczególnie po ogrzaniu) wyraźnie mięsista.


Chateau Croix Merlin 2013 (14,99 zł)

Z dwóch win różowych wybrałbym o trzy złote droższe - Pinot Rose Le Haut Damier 2013 za 17,99 zł. Bardziej w aromacie owocowe, wyraźnie słodsze - w przeciwieństwie do stonowanego Château Croix Merlin 2013 (14,99 zł). Wino z motylkiem jest może bardziej przewidywalne, ale niesie ze sobą wyraźnie lekki letni akcent!

Pinot Rose Le Haut Damier 2013 za 17,99 zł

Słodkości znalazły się cztery - z czego jedna (Le Vendanges de la Saint-Luc 2010 z Sauternes nie było. Będzie kosztować 24,99 zł. Jakie będzie? Sam jestem ciekaw.


Eclats de Bulles Muscat/Sauvignon z Pay d'Oc (16,99 zł) troszkę wydało mi się jednowymiarowe. Owszem, jest ładna akacja w aromacie, kwiatowość i słodkie tło. Chociaż, zauważmy, że to jedno z tańszych win w ofercie. Za tę cenę nie jest takie złe. 

Château Haut Galouchey Moulleux 2013 (16,99 zł)

Bardziej interesujące wydało mi się Château Haut Galouchey Moulleux 2013. W identycznej cenie - ale już w aromacie jest wyraźnie inne: nieco mineralne, trochę orzechowo-migdałowe, słodycz w smaku dominuje, ale nie jest obezwładniająca.

Château Guiraud 2004 (149 zł)

Za to ostatnia słodycz, z Sauternes, to sensacja! Bo oto za 149 zł na półki trafi Château Guiraud 2004. Smakowałem rocznik 2010 podczas wielkiej degustacji Grand Crus Bordeaux, a w Vino Trio rocznik 2005 był za... 309 zł! Guiraud to rodzynek, bo to wino słodkie z pierwszej historycznej jeszcze klasyfikacji 1855 r.
W nosie słodycz bynajmniej nie kleista, ale rozcieńczona nutkami cytryny, pomarańczy, gorzkiego grejpfruta... Pycha pierwsza klasa!


Wina degustowałem na koszt importera

wtorek, 4 listopada 2014

Winne Wtorki: Grek z Cypru, znaczy z półki za 22 zł

Imiglykos Semi Sweet


Półka - na wysokości pasa

Gdzie i czemu tak drogo - Wine4you i 22 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Lepiej niż gorzej


Karkołomny wybór Enoeno - tym razem w Winnych Wtorkach czas na Grecję. Hmm, w Polsce kupić dobrą Grecję (piszę z pozycji zwykłego konsumenta, przechadzającego się po ulicach stolicy) to jakiś koszmar. Większość to Retsina (próbowałem takiej na jednej z ostatnich imprez - y... średnie wino - odpowiem dyplomatycznie). Na półkach w Almie tez Grecja jakaś taka... nieprzekonywująca.

Ale co się dziwić - skoro Bułgarię w Polsce reprezentuje głównie Sophia, a Mołdawię Kagor, to jaką Grecję możemy spotkać "na ulicy"? Trudno, wybór padł na osiedlowy sklepik specjalistyczny (na półkach m.in. Atlantika, Wine4You) i na tańsze z dwóch win - czerwone półsłodkie, cypryjskiego pochodzenia - Imiglykos za 22 zł z katalogu Wine4you. Takiego wyboru dokonałby zapewne zwykły klient, zachodzący po wino umówione na współczesny sympozjon.

Jeszcze nie zdążyłem posmakować, tylko wraziłem nos w kielich. W aromatach nie było tak źle, bo oto jest i dojrzała wiśnia, i dżemistość soku z czarnej porzeczki, takiego gęstego, i kolor jakby "rosso di"... jest i śliweczka. Po czymś takim dotknięcie ustami włoskiego wina kończy się wspaniałym uczuciem. A tu żona zakrzyknęła: - Co to za ulepek?!

W kolorze "prawie jak rosso"

Ale skoro ona alarmuje, to znaczy, że sytuacja jak z pewnymi polskimi winami czerwonymi: kolor piękny, aromat obiecujący, a w smaku kwach i generalnie rozczarowanie. Za cenę dwa razy wyższą niż dobre wino z Piemontu. Z tym, że tu nie jest aż tak źle - bo smak idzie w słodycz, ale nie aż w tak paskudną stronę, jak polskie hybrydy.

Da się to wino wypić, choć zostawia taki dziwny posmak, o ile nie weźmiemy następnego łyka. Rozgrzewa mimo niskiej zawartości alkoholu (11 proc., ale to pewnie ten cukier tak działa na podniebienie). Przy odrobinie pikantnego węgierskiego salami by świetnie się pokazało. W grzańcu z korzeniami i cząstką pomarańczy także pewnie by się sprawdziło lepiej niż tak samotnie w kielichu. Tyle, że wino o historii Grecji czy Cypru - butelkowane przez D-SN w D-14375140 - mówi nam raczej niewiele.


Winiacz na 2,5 punkta w 7-punktowej skali!


Ciekawe, jakie obserwacje mają inni wtorkowicze:

– Blurppp: białe i dobre! 

- Enoeno: wysmakowane wino..

– Nasz Świat Win: Jasu Nemea!


– Pisane Winem: wybór z Peloponezu 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Chateau Palmer u Mielżyńskiego

Podróż w głąb magii ewolucji
 
Robert Mielżyński i 12 butelek Chateau Palmer

Zeszły tydzień zamknął się niezwykłym wydarzeniem - wspaniałą podróżą po kilku rocznikach bordoskiej sławy - Chateau Palmer. Palmer to winnica z trzeciego kręgu Grand Cru Classes pierwszej historycznej klasyfikacji 1855 r. Ale jej wina osiągają ceny zawrotne - czasem wyższe niż wiele win z winnic uznawanych za "bardziej renomowane".

Miałem niezwykłą przyjemność gościć na pionowej degustacji kilku roczników Palmera u pana Roberta Mielżyńskiego, który w swojej ofercie ma poza pierwszą, sztandarową etykietą (rocznik 2008 za nieco ponad 1500 zł), także drugą - Alter Ego (rok 2008 za 545 zł). I była to podróż niezwykła. Bo ukazująca piękno ewolucji wina ukrytego za takimi samymi etykietami, które różnią się tylko cyferkami roczników.

Palmer - od lewej roczniki 2007, 2006, 2004, 2001, 2000 i 1996

O tym, skąd wzięła się nazwa Chateau Palmer, napisał już bardzo ciekawie na swoim blogu Wine Mike, a o winach opowiadał podczas degustacji - i słuchał gości - dyrektor ds. eksportu Christopher Myers. Ja skupiłem się na podróży po smakach i aromatach. 

2007 - Pierwsze w kieliszku

Pierwszym z nalanych win był rocznik 2007 (49% merlot, 44% cabernet sauvignon i 7% petit verdot). W pierwszym wrażeniu - od razu po nalaniu - aromaty zdominowała czarna porzeczka, z leciutką nutą lukrecji i cedru. W smaku miękkie i delikatne, rozlewające się po języku z pewną dozą tłustości. Potem można było z podziwem obserwować ewolucję - choć mniejszą niż w przypadku innych roczników. Wino długo pozostawało zamknięte - przechodząc przez czekoladę, bombonierę, po orzechy, migdały i... medokańskie "bandaże". W smaku tłustość pozostawała nawet po godzinie. Za 10 lat to pewnie będzie wspaniałość!

2006 - gładsze w smaku

O rok starsze wino - 2006 (Cabernet Sauvignon: 56%, Merlot: 44%) wydało się bardziej pikantne, nieco mocarniejsze, na początku ziemiste (to zostanie w smaku, w finiszu), ale po 15 minutach dochodzi do głosu ciemna czekolada. A potem mięta i szpitalność. Jak przy sterylizacji narzędzi z chirurgicznej stali... W smaku jest gładsze, mniej kwasowe niż 2007, po godzinie dochodzi do głosu piękna ziemistość. I potężna kwasowość.

Ostatnia chwila przed degustacją: Marcin Jagodziński i Marta Wrześniewska z Winicjatywy, Robert Mielżyński
i Christopher Myers z Chateau Palmer

Dwa lata starszy rocznik 2004 (Merlot: 47%, Cabernet Sauvignon: 46%, Petit Verdot: 7%) to na początku lekko ściśnięty owoc, z którego po minutach uwalnia się stajnia, skóra, zwierzęcość... Po kwadransie całość subtelnieje. pojawia się większa nuta kredy. Kwasowość stanowczo na początku mniejsza, ale rośnie jakby w miarę ewolucji. Po godzinie osiąga ładną równowagę - i pokazuje się jako wino gotowe. Ma równowagę między nutą balsamiczną, która będzie coraz wyraźniejsza w starszych rocznikach, a nutą owocową i leciutką beczką.

Budzący kontrowersje rocznik 2001

Czwartym winem był nieco kontrowersyjny - jak się w czasie dyskusji okazało - rocznik 2001 (Cabernet Sauvignon: 51%, Merlot: 44%, Petit Verdot: 5%). Z początku aromat wydawał się łodygowy, ziemisty, zielony, kredowy. Ale w ciągu dwóch kwadransów przeszedł w nuty skórzano-stajenne, swoistej starości i elegancji. Ale co dziwne - wino z drugiej butelki okazało się mniej zielone, było pełniejsze, bardziej okrągłe. Tak samo jednak bardzo kwasowe. To wino było wyraźnie inne niż 2004, 2006 i 2007, a także 2000 - które podobało się sporej liczbie degustujących.



Co miało w sobie milenijne wino, poza brakiem petit verdot (Cabernet Sauvignon: 53%, Merlot: 47%)? Rocznik 2000 bardzo szybko przechodzi z lesistości do równowagi między owocem, a skórą, kakao, tytoniem i śliweczką. Smak był najpierw zdominowany przez taniny, ale po kwadransie stał się okrągły, leciutko balsamiczny, ale po godzinie już nieco prostolinijny, pozbawiający niespodzianki. To wino podobało się bardziej niż 2001! Tyle, że po dwóch godzinach było mniej interesujące niż każdy z innych roczników.


 
Puste już butle 1996, 2000 i 2001

Skok o kolejne cztery lata przenosi nas w jesień 1996 (Cabernet Sauvignon: 55%, Merlot: 40%, Cabernet Franc: 4%, Petit Verdot: 1%) to już jest zupełnie inne wino. Co za subtelność! Kolor - jasna czerwień, niemal róż z pomarańczą. Całość mętna. To w końcu stare wino, przecież 18-letnie, ale wciąż jeszcze krzepkie, choć nastąpiła ciekawa sublimacja - wino stało się leciutko wiśniowe, balsamiczne. Wciąż owocowe, ale przesiąknięte ziemią. W smaku czuć leśne nuty, ulotne, przechodzące w eter...

W kielichu ląduje Palmer 2006

Podczas obiadu mieliśmy jeszcze okazji spróbować rocznika 2008 oraz drugiej etykiety - Alter Ego 2006. Alter Ego - czyli druga etykieta winnicy (Cabernet Sauvignon: 53%, Merlot: 41%, Petit Verdot: 6%) - może mniej głęboki, mniej złożony, ale to też jest wino, które imponuje. Nieco powściągliwe, ale w smaku ładna, atramentowo-balsamiczne. Palmer 2008 (Merlot: 51%, Cabernet Sauvignon: 41%, Petit Verdot: 8%) miał strukturę przypominającą nieco 2006. Świetne, krągłe, majestatyczne!

Co bym zrobił, gdybym nie mógł zabrać na bezludną wyspę wszystkich tych świetnych win, a mógł zabrać... dwa? 1996 wziąłbym z sentymentu (i dla tej smakowej ulotności), a 2004 choćby dlatego, by sprawdzić, czy istotnie za kolejne 10 lat wino rozkwitnie!